|Przedwiosenny trening|
     

Moja obecność na pierwszym zorganizowanym wyjeździe w tym sezonie była niespodzianką dla kierownika wycieczki, którym nie po raz pierwszy został Stachu. Z tego wszystkiego przyjechałam pod Bramę za wcześnie, w wyniku czego byłam DRUGA - Kolor jak zwykle wyprzedził wszystkich. Poza w/w osobami potrenować przed nowym sezonem postanowił też FAdziadek i KubaWujek. W takim składzie pomknęliśmy zapowiedzianą trasą - na Tarnobrzeg. (Podziębiony Ordos przybył nas pożegnać i pstryknąć pamiątkowe foto grupowe.)
Zaczęło się całkiem oryginalnie, bo nie zrobiliśmy pokazówy przez Rynek - pojechaliśmy Podwalem (seniorzy Górnym, reszta - Dolnym). Już na Krakowskiej okazało się, że nieprzyjemny wiatr będzie nas prześladował całą wycieczkę...
Pierwszy postój, wymuszony (bo Stachu "coś stukało"), pod zamkniętym sklepem w Bogoryi Skotnickiej. Kolejny - już na promie. Mimo choroby morskiej, która niektórych prześladuje, udało się przezwyciężyć strach przed falami i spokojnie dobić do prawego brzegu Wisły. Spacerkiem podjechaliśmy na Plac Czerwony, gdzie poczekaliśmy aż tarnobrzeska ludność wyjdzie nam na spotkanie :P Lodziarnia niestety zamknięta. I siedzielibyśmy tak bez konsumpcji, gdyby nie Kolor i jego mleczna czekolada. Po wyruszeniu w dalszą, powrotną już, drogę prawie przejechałam na siagę przez nowe RONDO, skonstruowane z kostki brukowej.
Po zjechaniu ze ścieżki rowerowej w stronę Sobowa zachwycaliśmy się piekną, wiosenną pogodą, jadąc poniżej normy aż do lasu. Kawałek dalej spotkaliśmy kolarza, ktoremu uciekł rower - biegł, więc pewnie go gonił (ale kulturalny typek, nawet się przywitał!). Z kolei za Furmanami dojechał do nas inny sandomierzanin (rowerem, rowerem), chętny do udziału w naszych wyprawach. Opuścił nas pod sklepem w Trześni, gdzie zatrzymaliśmy się, aby odprawić rytuał wypicia Frumentu - bez tego elementu wycieczka byłaby nieważna!
Do Sandomierza wjechalimy chwilę po rozpoczęciu skoków (które, de facto, wygrał Małysz - gratulacje!). Ból mięśni "nożnych" poczułam dopiero na 46km - podczas wyjeżdżania pod góreczkę koło Baru Retman (tak, tak, pod ten mały podjaździk). Pod Zamkiem Kuba stwierdził, że ma napieprz w nogach. I tym optymistycznym akcentem pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy każdy w swoją stronę.
A to, co mam od roku, boli mnie jeszcze do teraz!!! (niedziela, 11.03, godz. 22:20)