| |Grębów-Tarnobrzeg| | ||
|
Podobno normalni ludzie w takie dni nie wsiadają na rower... Nie wiem, ile w tym prawdy - pod Bramą stawiła się szóstka cyklistów, niechętnych przerywać trwający od początku marca ciąg niedzielnych wycieczek. Trasa miała prowadzić do lasu - znowu. Jednak w Trześni, na przeprostce mniej-doświadczonego-życiowo logistyka, logistyk doświadczony-bardziej zaproponował zmianę planu i powrót "naszą" stroną Wisły, po przekroczeniu jej promem w Tarnobrzegu. Pierwsze 20km zleciały wyjątkowo szybko i nawet bezboleśnie zdążyliśmy przystosować organizmy do wszechobecnego zimna. W Grębowie obowiązkowo zakupy w sklepie z... No właśnie - nie było naszej ulubionej pani. Jogurcik mały ("ale dobrze zbudowany"), woda półlitrowa ("ale nie wypowiadam polskich znaków!", 20kg mąki (do obsypywania się) i patyczki do lodów, które Sławek sprzedaje po 50gr za sztukę. Na zewnątrz natomiast pozostałe 50% uczestników wycieczki dyskutowało przy plakacie niejakiego Ryśka nt. dzisiejszych wyborów. Po naszym powrocie - o wypadach bardziej rekreacyjnych niż sportowych na basen. Następny odcinek prowadził drogą główną, prosto do Tarnobrzega. Na przyszłość trzeba będzie opracować objazd bocznymi dróżkami, choć i tak nie ma co narzekać. Ok. 13km z wiatrem! Prędkość rzadko schodziła poniżej 24-25km/h (prowadził Jacek), a jeśli schodziła to przez marudzenie Sławka ("więcej niż 22 dzisiaj nie jadę!"). W Tarnobrzegu Paweł z Jackiem zatrzymali się w Cukierni Valentino na kawunię z mlekiem, podczas gdy reszta podjechała nad Wisłę w celu skonsumowania rogalików Pawła. Mimo mojego droczenia się z chłopami i magicznej liczby - 9, udało się zgodnie i równo rozdzielić ciastka (z promu zjechał znajomy cyklista, któremu oberwało się rogalem). Prom. Zawiodłam się - nie dostaliśmy zniżki rodzinnej, a i zapłaciliśmy jakoś więcej niż zwykle...! W Ciszycy pojechaliśmy prosto (nie skręcając zaraz za remizą i przystankiem w prawo), bo faceci nie chcieli jechać wałem. Skręciliśmy dopiero przed Błoniami - na Skotniki. I okazało się, że ostatni kawałek mamy z wiatrem w twarz... co zostało skomentowane - ku ogólnemu zaskoczeniu - odpowiednio nawet przez Sławka. Jeszcze postój przy sklepie w Ostrołęce
na "dopicie" wody i... dalsza ucieczka przed burzowymi (!) chmurami, które
zauważyliśmy w Bogoryi. Pozdrowienia i podziękowania dla wszystkich
za obecność na prawdopodobnie ostatniej ("nigdy nie mów nigdy") wycieczce
w tym roku... |
||