| |Góry Pęchowskie| | ||
|
Środa, 3 maja godz 10:00, spotkanie jak zwykle na Skwerze Solidarności. Tym razem byłem jako ostatni. Godz 9:50 siadam na rower pod domem, a tu linka pęknięta od przerzutek tylnich, to szybkie rozkręcanie i jak bądź linka od hamulca na rower i pod Bramę. Ludzi co najmniej jak by rzucili do sklepu mięso na kartki hihi. Marek J przy rowerku z flagą Sandomierza i koszulce Sandomierza, normalnie pełna reklama, ciekawe czy coś mu za to płacą :P O 10:05 ruszyliśmy w drogę. Pierwszy postój już przy radarach i od razu pompowanie kół i podnoszenie siodełek. Wszyscy pełni energii to pruli przed siebie. Droga przez Radoszki, ruch uliczny mały, później Zagrody i wąwóz tylko 800m górki. Na górze wszyscy padli pomiędzy drzewkami w sadzie. FAramka z Piotrem robiła sobie zdjęcie, chyba dla Piotra to będzie zdjęcie rozwodowe. Zaczęły się też małe sprzeczki co do huśtawki przy sklepie, kto będzie się huśtał, Stachu z Piotrem sobie zamówili, że oni no ale niestety na miejscu się okazało, że płeć piękna się huśta. Małe zregenerowanie sił, napoje energetyzujące lub zupka chmielowa :D:D. Piotr Ch jak zawsze bawił się w fotografa. Po małej przerwie ruszyliśmy dalej przez Zdanów, droga nie za ciekawa, bo bez asfaltu, no ale przewodnik prowadzi to trzeba jechać. Tradycyjnie ognisko w bardzo przyjemnym miejscu koło stawiku, gdzie można było spotkać żabki żywe lub martwe pływające hehe. Pan Sławek rozpalił nam ognisko i było pięknie. Szybkie spojrzenie na mapę i w drogę. Ładny szlak nas prowadził przez las i 200m pod górkę i byliśmy na miejscu. Przy cmentarzu poległych legionistów zdjęcie grupowe, jeszcze jedno na pomniku legionistów. A później fotografowanie jaszczurki i 5min czekania, żeby wyszła, ale się udało. Oczywiście próbowałem złapać jaszczurkę, a Piotr z tekstem „nie złapiesz, zobacz ile tu mają tych dziurek”, oczywiście co niektórzy od razu zbereźne myśli i skojarzenia z dziurkami. Następnie pojechaliśmy do Klimontowa, oczywiście zajęliśmy wszystkie ławki na rynku. Mały popasik, chwila odpoczynku i dalej w drogę. Marek J prowadził ładną drogą asfaltową i nagle się skończyła, wjechaliśmy w jakieś sady, podobno miała byś tam ścieżka. Ale okazało się, że ze ścieżki ktoś zrobił sobie pole, to nie ma wyjścia, idziemy po polu troszki zadeptaliśmy, ale to szczegół. Następny fajny wąwozik to rozpęd, a na dole hamowanie, bo ulica. Obraliśmy kurs na Skotniki, droga ładna asfaltowa, jechać nie umierać. W ??? mały odpoczynek, bo reszta już jęczała, że wszystko ich boli, to znalazłem miejsce u kogoś w sadzie. Zakończenie wycieczki nad Wisłą, rejs statkiem, Stachu nawet tańczył z panią Jolą. Pośmialiśmy się, też wypiliśmy to co mieliśmy i kto chciał, to jechał do domu lub zostawał. Jedno mnie zadziwiło, po raz pierwszy Stachu nie marudził i nie kłócił się z Markiem J. Wycieczka bardzo udana, pogoda była wspaniała i słonecznaJ. |
||