| |Nowe| | ||
|
Nadeszła kolejna niedzielna wycieczka. Zebranie 10.00 w starym miejscu, trochę wspomnień o dawnych wygodnych ławeczkach, ale kultura wymaga widocznie, aby pomniki podziwiać na stojąco, nie na siedząco. O umówionym czasie zebrała się 9-cio osobowa grupa amatorów dwóch kółek. Prym wiódł tym razem Marek J, co dla wtajemniczonych oznaczało że trasa będzie mocno urozmaicona, szczególnie dla części ciała stykającej się z siodełkiem. Wyruszyliśmy wyjątkowo punktualnie, po drodze zabierając panią Ewę w kolorze yellow. Następnie kierunek został obrany na Kichary i Czyżów Szlachecki. Wiadomo, że traska jest przyjemna i asfaltowa, ale jakież to zdziwienie wykwitło na twarzy Stacha gdy skręciliśmy za Markiem w inną dróżkę niż większość sądziła. No i się zaczęło: jary, wąwozy, uskoki, pył i wszystko, co można znaleźć w domu i co da się wyrzucić na drogę. Po kilku kilometrach tak wyśmienitej jazdy o mało, co nie doszłoby do linczu pana Marka przez Stacha, któremu jedyna myśl jaka w tym momencie świtała w głowie – zlinczować przewodnika za brak asfaltu i masaż tego i owego. Podejrzewam, że część grupy też by się przyłączyła, hehehe. W Czyżowie był mały popasik, życzenia dla Pani Ewy i degustacja wyśmienitego „napoju”. Do Nowego dotarliśmy już po 13, powitani ze szczera radością przez Gospodarzy. Na miejscu oczekiwał nas spóźniony uczestnik wycieczki kierowany zdalnie na trasie przez pana Piotra, no cóż czasem dzięki nawigacji satelitarnej można sporo więcej wykręcić kilometrów niż się zakłada JJ. Po zjedzeniu wszelkiego prowiantu i zregenerowaniu sił ruszyliśmy w drogę powrotną odkrywając urok nowej trasy prowadzącej wałem wiślanym lub tuż koło niego, aż do stacji kolejowej Metan. Jazda wyśmienita, niejednokrotnie wymagająca dużej sprawności, zwłaszcza na głębszych koleinach. Do domku dotarliśmy ok. 18. Wycieczka bardzo udana, zwłaszcza, że przetarte zostały nowe szlaki i odkryte nowe sklepy z napojami „regenerującymi”. |
||