| |Skotniki & Karwów| | ||
|
7 lipca został uznany przez nas jednogłośnie, jako pierwszy dzień lata. Upalnie, bezchmurnie. Warunki rowerowe, więc się nie obyło bez wycieczki. Pod Bramą stawiło się na nasze wezwanie 8 osób: Krzychu, Ewka, Lewy, Bartek, Damian, MacFa Team® no wreszcie Lampart. Plan był prosty jak jedzenie kebaba - jedziemy mało i lekko, żeby było błogo. Skotniki. Go! Już na samym początku wyprawy mieliśmy okazję zobaczyć DEBILA. DEBIL ów jechał czerwoną audicą, z meksyku chyba (bo załadowany był), tablice staszowskie (w przyszłości będziemy takich spisywać i umieszczać na stronie). Otóż prawidłowo podchodzimy do manewru skrętu w lewo na Koćmierzów. Czyli pokazujemy ładnie rączką, że skręcamy i dojeżdżamy do środka jezdni. Ale mój szósty zmysł podpowiedział mi, że coś jest nie tak. Za nami wlókł się ciągnik. A za ciągnikiem jechał DEBIL. Otóż DEBILOWI się śpieszyło, więc zaczął wyprzedzać traktorka. Oczywiście nie wziął pod uwagę tego, że jest linia podwójna ciągła, przy okazji przejście dla pieszych, a za chwilę krzyżówka. No i o rowerzystach przed nim nie wspomnę. Tak więc obracam się za siebie - DEBIL nadciąga z rykiem silnika. Patrzę w drugą stronę - z naprzeciwka pędzi fordzik. Więc albo stuknie mnie i FAramkę albo na czoło z fordem. Szybko odbiłem z powrotem na prawo, żeby mu zrobić miejsce, z którego skwapliwie skorzystał. Oczywiście w moją stronę poleciała soczysta wiązanka, wobec czego nie pozostałem mu dłużny. Boże - widzisz a nie grzmisz! No dalsza część wyprawy już spokojna, do Skotnik. Po drodze leżał chłop z rowerem (wkrótce nowa galeria), a Polanowie jeden kimał pod sklepem :) Dwór Skotnickich akurat ktoś wietrzył - jeśli ktoś z Was wie do kogo owa posiadłość należy - niech da znać. No i dalej błogo i spokojnie, lekko i bez nerwów, ot tak letnio i zwiewnie. Potem posiadówa w Małej, lody i kawa i do domciu. 8 lipca - Lampart zainicjował wyprawę do Karwowa nad zalew w kamieniołomie. Osób 7 - ubyło Bartka i Damiana - przybyła nowa Olka. Do Karwowa cały czas normalnie żółtym szlakiem. Oczywiście wizyta w "psim sklepie" w Pęczynach, a potem już hajda nad wodę. Po drodze śpiący na poboczu chłop i upał aż miło. Oczywiście nieważne by było, jak by się ktoś nie zgubił. Tym razem padło na mnie. Nie wiedziałem jak nad ten zalewik dotrzeć, a na chwilę zostałem z tyłu i wszyscy mnie zanikli. No to ja dalej żółtym szlakiem... Nie będę opisywał, tras moich błądzeń, żeby se wstydu nie narobić, ale dotarłem prawie godzinę później i zrobiłem 14 kilosów więcej :) w każdym razie okolice Karwowa znam jak własną kieszeń... A zalewik milutki, troszkę ludzi, woda podejrzanie cieplutka (aż się nie chciało wychodzić), nawet kosze na śmieci porozstawiane. Naprawdę fajnie. Krzychu pojechał po kiełbasę i chleb na ognisko, ale zapomniał kupić zapałek, wskutek czego zjedliśmy wszystko bez obróbki termicznej. No i ciężki powrót trasą Opatowską do domu - oczywiście pod wiatr. Olka, która była z nami po raz pierwszy, coś wspominała o bólu zadka - chrzest bojowy jak nic :)
|
||