|poradnik| czyli cenne rady oparte na naszych doświadczeniach...
       

Duża wyprawa - jak się przygotować?

MacDwain zobacz
       
Jak przygotować wycieczkę rowerową? MacDwain zobacz
       

Jak przygotować rowerek?

MacDwain zobacz
       
Co ze sobą wziąć? MacDwain zobacz
       
O zachowaniu się na drodze - czyli bezpieczeństwo... MacDwain zobacz








Duża wyprawa - jak się przygotować???

Nie ma to jak turystyka rowerowa. Człowiek nieskrępowany rozkładem jazdy PKP, wolny od biletów, przesiadek, wesołych kiboli w przedziałach, może robić co chce. Jedzie się spokojnie, gdzie się chce, to staje, podziwia, zwiedza, oddycha, odpoczywa. Eh, polecam. Ale żeby Wam zdjąć z głowy jeden z większych kłopotów przy takiej wyprawie, poradzę co i jak wziąć, jak się przygotować etc. Szkoda, że przed moją pierwszą wyprawą nie mogłem przeczytać takiego tekstu :)


Rower.

Idealny stan techniczny!!! To priorytet. Nie chcemy, żeby nas 300 km od domu ściągali z trasy. Najlepiej udać się do dobrego serwisu i zostawić sprawę fachowcom - wyczyszczą, sprawdzą, wycentrują, nasmarują. Następnie przygotowywujemy naszego ulubieńca pod kątem wyprawy. Kupujemy bagażnik (cały czas mam na względzie rower MTB), nasze terenowe opony zamieniamy na cieńsze, np. trekkingowe. Kupujemy części zamienne (o tym później), dokupujemy sakwy, oświetlenie.


Bagaż.

Najlepiej na dwa tygodnie przed wyprawą sporządzić listę rzeczy potrzebnych nam do egzystencji. Spiszmy wszystko, co nam może przyjść do głowy - potem będziemy wykreślać :) Ruszamy na zakupy i nabywamy co trza.


My.

Musimy przygotować się także i my. Staramy się zrobić każdego dnia kilkanaście kilometrów. Na dwa tygodnie wcześniej przejedźmy podobny dystans, jaki mamy pokonywać w czasie wyprawy i zobaczmy, jak reaguje nasz organizm. Będziemy wiedzieli, czego się spodziewać. Ogólnie nie należy wsiadać na rower bez rozjeżdżenia. Pierwszy dzień damy radę, potem dupsko nam odpadnie. Dlatego też jeździmy, jeździmy i jeszcze raz: jeździmy. Na dzień przed wyprawą zróbmy sobie rowerowy post. Odpocznijmy, nabierzmy ochoty na pedałowanie.


Ekwipunek: co bierzemy?

1. "Rzeczy rowerowe": dwie dętki, łatki + klej, kombinerki, klucze inbusowe i płaskie, śrubokręt, kawałek druta i taśmy klejącej (prowizoryczne naprawy), oliwę do łańcucha, ściągacz do łańcucha, ściereczkę. Szczególnie zadbajmy, żebyśmy mieli narzędzia do rozkręcenia naszej maszyny - nigdy nie wiadomo, co pójdzie. Dobrym pomysłem jest tzw. multitool, czyli narzędzie z wieloma fikuśnymi kluczami. Dodatkowo zapięcie do roweru.

2. Ubrania: dwie czyste koszulki, spodnie, spodenki (jeśli jedziemy w kolarskich), skarpeti x3, majtki x3, bluza, kurtka przeciwdeszczowa, czapeczka, zapasowe buty (!!!). Szczególnie Was uczulam na buty - mi przemokły pierwszego dnia i nie było przyjemnie chodzić cały wieczór w mokrych. Do tego dodajemy to, co na sobie. Szczególnie zalecam zainwestowanie w spodenki kolarskie z wkładką higieniczną. Dzięki nim wytrzymamy w siodełku dużo dłużej, uchronimy się od obtarć czy odparzeń, będzie nam dużo wygodniej. Wydatek rzędu 70 zł ale naprwdę się nam opłaci.

3. Pozostałe: ręcznik, ściereczka, miska, kubek, kieliszek, :)))), łyżka, widelec, nóż, deska do krojenia, zapalniczka, otwieracz do konserw i zwykły, sól, cukier, kawa (3w1), kosmetyki. Oczywiście dokumenty, kasa i karty kredytowe. Naczynia do jedzenia najlepiej żeby były lekkie (plastikowe). Co do kosmetyków, to najlepiej się dogadać, żeby jedna osoba wiozła jeden komplet (pasta do zębów, mydełko i takie tam). Gdy jadą panie, to wiadomo że ta opcja odpada - każda weźmie swój komplet. Do tego przyda się aprat foto, latarka no i lornetka. I Srajtaśma!!!

4. W zależności gdzie nocujemy, kompletujemy resztę bagażu. Jeśli będą to miejsca pod dachem, to odpada namiot, karimata i śpiwór - chociaż ten ostatni się zawsze przydaje. Sprawdźmy, czy w miejscu noclegu jest dostęp do prądu i czy da się wypożyczyć czajnik czy coś ugotować. Jeśli tak, to odpada nam czajniczek czy też grzałka i kuchenka gazowa. Jeśli takich wygód brak, to zaopatrujemy się i w te luksusy. Podobnie czynimy, gdy mamy zamiar nocować pod namiotem. Bierzemy wtedy śpiwór (jak najmniejszy), coś pod zadek (najlepiej samopompujące się maty) no i namiocik. Do tego przenośną kuchnię, czyli małą gazową kuchenkę. No i zawsze każdy znajdzie coś, co jest mu jeszcze potrzebne, ale kompletujcie to wszystko z umiarem. Cały czas pamiętajcie o tym, że musicie to wszystko uciągnąc na rowerze...


Pakujemy.

Przypuścmy, że mamy 4 sakwy. Główną na bagażnik, pod siodełko, pod ramę i na kierownicę. Można do tego jeszcze dokoptować tzw. "low-ridery", czyli sakwy na przedni widelec, ale chyba będą nam zbędne. To co opisałem, zmieści się swobodnie w tylnej sakwie.

Na kierownicę pakujemy aparat foto i ewentualnie coś do żarcia (łatwy dostęp). Zwykle ten rodzaj sakwy ma na wierzchu mapnik, więc pakujemy tam mapę lub spisaną trasę. Aparat zabezpieczmy przed wilgocią i jedzeniem :) Pod ramę wsuwamy kasę i dokumenty, można tam też wcisnąć komórę. Pod siodło zapasową dętkę i klucze.

Sakwa główna. Zazwyczaj mają one 3 główne duże komory + kilka dodatkowych mniejszych. Pierwszą zasadą jest owijanie wszystkich pakowanych rzeczy w torby foliowe. Gdy będzie padało, a nasza sakwa "się zesika" to nie będzie chyba miło. No i tu kierujemy się zdrowym rozsądkiem. Na wierzchu to, co może być potrzebne w czasie drogi: narzędzia, kurtka od deszczu. Po środku to, co będzie nam potrzebne na obozowisku, a na samym dole to, co może, ale nie musi zostać przez nas użyte. Wszystko dokładnie pakujemy, żeby nic nie latało, dokładnie zapinamy sakwy, zakładamy rękawiczki i okularki i w drogę...


Jedziemy.

Pierwszą rzeczą, jaką zauważamy po ruszeniu, to fakt, iż nasz wielbłąd ma przyśpieszenie godne skrzyniowego Żuka. Należy o tym pamiętać przy ruszaniu na krzyżówkach. Rzecz druga, to fakt, iż "dupa ciąży". Pamiętajmy o tym na ostrych zakrętach i przy hamowaniu - jesteśmy ciężsi, więc musimy hamować dość wcześnie. W dodatku unikamy wszelkich dziur i krawężników - ciężki tył sprawia, iż łatwo scentrować koło. Szczególnie zdradliwe są miejsca, w których na naszej drodze pojawia się piach. Uwierzcie mi, wjechanie nawet w malutką kupkę piasku rozrzuconą beztrosko na szosie równa się wjechaniu na lodowisko. Rower natychmiast ucieka i bardzo łatwo pocałować ancfalt z rozpędu. Za to gdy już rozpędzimy camela, to idzie on jak burza. Wrażenie miłe, bo czujemy się jak byśmy jechali cadillakiem :)

Szerokiej drogi...





Jak przygotować wycieczkę rowerową???

Zacznijmy od tego, że najpierw potrzebne są chęci... Gdy już chcemy jechać, to szukamy wolnego terminu. Powiedzmy, że padło na niedzielę: dzień to wolny, mały ruch na drogach (niskie natężenie tirów i żuków), trudno się będzie komukolwiek, kogo zaprosimy, wymówić. Najlepiej, żeby na ten dzień zapowiadano dobrą pogodę.

Kolejny etap (najważniejszy), to wybór trasy. Oczywiście można kombinować jak pijany partyzant na polu minowym i silić się na wymyślenie własnej trasy, a można po prostu pójść na łatwiznę i pojechać w którąś z oferowanych przez nas tras. Cały czas ich przybywa, więc nie będzie problemu z wyborem właściwej. Gdy jednak stawiamy na własną inwencję twórczą, to przy wyznaczaniu trasy wycieczki zwróćmy uwagę na kilka spraw.

Po pierwsze, to staramy się unikać głównych dróg. Ani to przyjemne po nich jechać, bezpiecznie też nie jest i uwierzcie mi - taka jazda szybko męczy. Oczywiście uniknąć jazdy taką drogą nieraz nie sposób, ale jak już jest mus - to jak najkrócej. Wybierzmy drogi małe, przez jakieś wioski, polne, szutry, żużle - na takich drogach jest bezpieczniej, można ze sobą pogadać i takie tam. Szczególnie zwróćmy uwagę na ten aspekt, gdy jadą z nami dzieciaki!

Po drugie - ano niech ta trasa będzie ciekawa. Nie sztuka pojechać do Koprzewnicy i z powrotem. Trasa prawie 30 km ma, po drodze fajne wiejskie sklepy i atrakcje w stylu ciągników z opryskiwaczami... Uczestnicy na pewno pojadą z nami kolejny raz :) Dlatego też dorwijmy wcześniej jakiś przewodnik po okolicy i sprawdźmy, co warto zobaczyć. Czasem wystarczy kilka miejsc z ładną panoramą miasta, jakieś przydrożne kapliczki, małe ruinki, stary cmentarzyk, dworek, urokliwe miejsce nad rzeczką, lasek... Wycieczka ma być odpoczynkiem i relaksem - zadbajmy o to, aby taka była. A gdy jeszcze przy okazji opowiemy uczestnikom historię napotkanego kościółka, czy inną ciekawostkę - będzie na pewno mile. Obmyślmy też miejsce, gdzie urządzimy mały popas - ognisko, pikniczek - wiadoma rzecz - odludnie, rzeczka, łączka - full wypas. Pamiętamy także o sklepach po drodze!!! :) :) :) :) Equipa wie o co chodzi :) :) ;)

Po trzecie - dostosujmy trudność trasy do poziomu jadących. Gdy przewieziemy nasze trzy ciotki po "zaj... trasie pełnej błocka, piachu i kamiorów", to możemy się pożegnać z tą stówą, którą dostajemy od nich, gdy od nas wyjeżdżają:) Pamiętajmy o dzieciach, Paniach, o tym, kto jakim rowerem jedzie i ile ma sił. Oczywiście ja tu Pań nie dyskryminuje, wiele jeździ naprawdę ostro, ale myślmy rozsądnie... Drogi wysypane piachem, ostre podjazdy, przeprawy przez rzeczki, błocko, karkołomne zjazdy i inny hardcore mogą dostarczać nam wrażeń graniczących z orgazmem, ale reszta uczestników pewnie będzie miała całkiem inną definicję orgazmu... :) Nie bądźmy egoistami!

Pewnie od samego początku myśleliśmy o ludziach, którzy będą z nami chcieli pojechać. Teraz trzeba wprowadzić myśli w słowa - słowa w czyny. Namawiamy znajomych, Ci namawiają swoich znajomych etc. Dobrą reklamą będzie ciekawa trasa, atrakcyjny termin, lub... no sami pomyślcie!

A może zawiadomicie Nas??? Z chęcią przyjmiemy zaproszenie na jakąś ciekawą wycieczkę w wesołym gronie:) Czekamy...

Teraz koniecznie przeczytajcie tekst o bezpieczeństwie. To jakby druga część tego tematu.





Jak przygotować rowerek?

Rower to chyba najważniejsza rzecz w naszej wyprawie. To od niego zależy jak nam się będzie jechać, jak daleko zajedziemy i czy wrócimy J. Musi więc być on dobrze przygotowany do naszej wyprawy.

Po pierwsze – stan techniczny.

Co tu dużo gadać – perfekcyjny. Sprawdzamy dzień przed wyjazdem (nie na ostatnią chwilę) stan kół (dokręcamy, pompujemy), hamulce (polecam następujące ustawienie: przedni działa jak ABS, a tył mocno zamyka koło), linki, luzy na korbie i kierownicy, przerzutki. Smarujemy drania (znaczy się łańcuch i inne), ale broń Boże olejem silnikowym czy ciężkim smarem!!! Najlepiej zaopatrzyć się w odpowiedni preparat w sklepie rowerowym. Ja polecam spray na bazie teflonu – AP 75 lub GT 80. Można go dostac w „Orlenach”. Droższy (coś ponad 20 zeta) niż WD40 ale o niebo lepszy. Wypiera wodę, konserwuje, odrdzewia, smaruje, śpiewa i podskakuje. Używamy go, gdy mamy mokry napęd. Wypiera wodę, więc zmniejsza ryzyko zardzewienia maszyny. Niestety, jeśli użyjemy go do smarowania, efekt częst znika po kilku dniach, a już na pewno po pierwszym deszczu. Po jego użyciu smarujemy napęd odpowiednim preparatem - kupując go w sklepie rowerowym sprzedawca doradzi nam co i jak.

Po drugie – osprzęt.

Warto zainwestować w wygodne siodełko. Oszczędzi nam to następnego dnia problemów z siadaniem.

Kolejna obowiązkowa rzecz to pompka. Po co, to chyba nie muszę tłumaczyć.

Do tego licznik. Rzecz to droga, ale niezwykle potrzebna. W sumie na naszych wyjazdach 95% osób jest w nie zaopatrzona. Nie musi być markowy i z bajerami. Ważne, żeby pokazywał ilość kilosów, prędkość, średnią prędkość i godzinę. Jak już szalejecie, to niech pokazuje odchylenie od średniej prędkości, posiada stoper, możliwość wprowadzenia ilości przejechanych już kilometrów, osobno dystans całkowity, dzienny i wycieczki, czas jazdy. Dopatrzcie przy zakupie, aby był wodoszczelny!

Przyda się także tylne światełko, no i jak ktoś ma fantazję, to też przednie.

Błotniki – przydają się, ja nie używam.

Po trzecie – sakwy.

Ja mam „górala”, więc poszaleć nie mogę. Wiadomo: brak bagażnika. Ale do tego typu roweru potrzebne są nam:

Sakwa pod siodełko – mieści zapasową dętkę i klucze.
Sakwa pod ramę – dokumenty, mapa, mała przekąska, ew. komórka.
Sakwa na komórke – niby bajer ale przydatny.
Koszyczek z bidonem – a najlepiej dwa.


Jak ktoś ma rower trekkingowy, lub inny wyposażony w bagażnik, to oczywiście polecam sakwy boczne. Tam się zmieści wszystko, więc te powyższe stosujemy wedle uznania.

Czasem można jakąś rzecz (np. kurtkę) przywiązać do ramy lub coś… pokombinujcie sami.





Co ze sobą wziąć???

Ubranie.

Po pierwsze, to dzień przed wycieczką należy oglądnąć wszystkie możliwe prognozy pogody i wyciągnąć średnią. Zaoszczędzi nam to wielu kłopotów. W zależności od pogody przygotowujemy najpierw strój.

Jeśli będzie słonecznie i ciepło, a my nie wracamy późną nocą, to wystarczą spodenki (najlepiej z pieluszką) a do tego koszulka – bawełniana lub kolarska. Dobrze mieć coś na głowę – czapeczkę czy bandanę. Do tego oczywiście obowiązkowo okularki, żeby nam mięso do oczu nie wpadało.

Jeśli z pogodą różnie, to przyda się nam np. bluza i kurtka od deszczu (wiatro- i wodoodporna). Jednak starajmy się jechać w spodenkach – no chyba że naprawdę piździ jak w kieleckim, to spodnie można założyć, ale żeby nie były za luźne. Buty miękkie, z płaską podeszwą.

Do kompletu brakuje nam jeszcze rękawiczek kolarskich (takich bez palcówJ). Gdy jest ciepło to eliminują one problem spoconych dłoni i można nimi ocierać pot z czoła, a gdy zimno to ich rola wiadoma. Do tego świetnie się sprawdzają przy lądowaniu na ziemi – chronią dłonie przed otarciem.

Starajmy się tak wszystko urządzić, żeby nie było potrzeby zabierania plecaka. Gdy jest upał, to mokre plecy strasznie denerwują, no i gorzej się balansuje ciałem i w ogóle jest niewygodnie. Tak więc trzeba wszystko gdzieś poupychać (patrz tekst o rowerku) albo znaleźć kogoś, kto nam weźmie kilka rzeczy – najlepiej żeby był młodszy i nie miał wiele do gadania (wskazana siostraJ). Ale jeśli jesteśmy na plecaczek skazani, to postarajmy się, żeby miał regulowane paski, „oddychające plecy” i pasy: biodrowy i piersiowy. Ładowność – max 30l.


Bufet.

Gdy już się ubraliśmy jak człowiek, to pomyślmy o zapleczu.

Przyda się coś do picia (bidony) i do jedzenia. Z tym drugim to musimy zdecydować – czy zaopatrujemy się po drodze, czy też tachamy wszystko ze sobą. Sklepy teraz są zwykle czynne w niedziele (w święta rzadziej) nawet po małych wioskach, więc możemy zaryzykować. Jeśli jednak przyjmujemy rolę wielbłąda, to bierzemy coś lekkostrawnego do jedzenia (wafle ryżowe), można przygotować lekkie kanapeczki, do tego czekoladę albo jakiegoś innego snikersa, no i kiełbasę (po drodze obowiązkowe ognisko) wraz z dodatkami.

Co do picia, to starajmy się nie wieźć ze sobą mega butli w plecaku, ale wszystko rozparcelować po bidonach. Pijemy wodę albo jakieś izotoniczne wymysły – odradzam colę i pochodne, wszelkiego rodzaju oranżady i słodkie dziwadła. Wzmagają tylko pragnienie.


Zaplecze techniczne.

Obowiązkowo zestaw do szybkiej naprawy naszego środka lokomocji: dętka, klej + łatki, klucze odpowiednie do zmiany koła, naprawy hamulców i dokręcenia czy to kół czy kierownicy. Dobrze, żeby ktoś wziął trochę więcej tego badziewia – nieraz może się przydać każdy klucz.

Kolejna ważna rzecz to komórka. Chociaż jedna i z pełną baterią. Można wezwać pomoc (odpukać!!!) lub porozumieć się między sobą, gdy ktoś się zgubi.

Mini apteczka. Nie trzeba od razu zabierać gipsu i respiratora, ale wodę utlenioną i plaster – tak.

Do tego trochę kasy (nigdy nie wiadomo, co się może stać) i coś do pstrykania fotek. Pożyteczna rzecz to mapa okolicy, którą będziemy penetrować.

I to chyba wszystko. Tak zaopatrzeni jesteśmy przygotowani prawie na wszystko.





O zachowaniu się na drodze - czyli bezpieczeństwo...


Ech, zorganizowaliśmy małą wycieczkę, lub też sami jedziemy np. z Equipą w trasę, ale co robić, aby przeżyć i wrócić do domu na kolejny odcinek "Klanu"??? Wystarczy stosować się do kilku zasad i mieć odrobinę szczęścia :))

Pamiętaj - jesteś pełnoprawnym uczestnikiem ruchu. Musisz przestrzegać przepisów ruchu drogowego!!!

Jesteś też najbardziej narażonym na urazy uczestnikiem tegoż ruchu - dbaj o siebie i innych.

Na drodze trzymaj się prawej krawędzi jezdni.

Miej oczy dookoła głowy i przewiduj...

W nocy oświetl rower, koniecznie i szczególnie tył!!! Gdy jest kiepska widoczność, to załóż ciuchy o kontrastowych kolorach - lepiej przykuwają uwagę kierowców. A najlepiej jedź chodnikiem - najbezpieczniej.

Dobrym pomysłem jest kask. Głupoty gadają Ci, co mówią, że jazda w kasku to "obora". Głowa jest bardzo delikatna i często przy upadku narażona na urazy. Dlatego jeśli możemy, to sprawmy sobie kask. Dobry można nabyć już za niecałe 100 zł, a nawet taniej.

A na wycieczce:

Z przodu jedzie osoba, która zna trasę - niech nie dojdzie do sytuacji, gdy 28 osób nagle zatrzymuje się na ruchliwej krzyżówce, rozpoczyna się gorączkowe poszukiwanie mapy, kłótnie o dalszą trasę i inne szopki.

Z tyłu jedzie osoba, która zamyka peleton i zgarnia uczestników zagubionych - ta osoba też musi znać doskonale trasę.

Zamykający peleton i prowadzący, gdy tylko zobaczą nadjeżdżający pojazd, krzyczą jakby ich zarzynali: "LEWA WOLNA". Jest to sygnał dla wszystkich, że zjeżdżamy do prawej krawędzi jezdni i zwalniamy lewą stronę jezdni. WSZYSCY się do tego stosujemy. Kilku uczestników powinno powtórzyć ten okrzyk - wiadomo wtedy, że dotarło to do wszystkich.

Na ruchliwych drogach nie ścigamy się i nie urządzamy pogaduszek. Na podryw, wspomnienia pijackich ekscesów i żarty o blondynkach będzie miejsce i czas na polnych drogach.

Jedziemy grzecznie- jeden za drugim.

Zwracamy szczególną uwagę na najmłodszych uczestników naszej wyprawy.

I na pieszych - szczególnie gdy jedziemy po chodniku.

Gdy skręcamy na ruchliwej trasie w lewo, zachowajmy szczególną ostrożność. Jedzie nas kilkanaście (często kilkadziesiąt) osób, i taki manewr troszkę trwa. To samo dotyczy przecinania ruchliwych szos. Albo czekamy na całkowity spokój, albo też jedna osoba wychodzi na środek, zatrzymuje ruch, a reszta się spokojnie przeprawia.

To w takim wielkim skrócie, ale pomnóżcie to przez 2 i podnieście do potęgi.
Tu chodzi o Wasze zdrowie, a nawet życie!!!